11 listopada

Wstaję rano, pogoda NIESAMOWITA. Z mojego okna widać góry, o których istnieniu nie miałam pojęcia :-) Szybka decyzja (trzeba zobaczyć widok z gradu!) i wychodzę. Ankieta na szczęście gotowa, uff…  Po drodze mijam całe miasto:

jpg-112

jpg-113jpg-11

jpg-115IMG_8542

Wieczorem, jak przystało na prawdziwą Polkę na emigracji, urodziny naszego kraju uczciłam bardzo uroczyście. Najpierw byłam na Chopinie w filharmonii, a potem na polskiej imprezie erazmusowej, gdzie zawinięci w flagi szczerze odśpiewaliśmy “Maszerują strzelcy, maszerują”,  “Przybyli ułani” i “My, pierwsza brygada” :-) (oprócz tego oczywiście kilka nowszych hitów). W drodze do pokoju na 6 piętrze spotkała mnie jeszcze impreza słoweńska, gdzie przy dźwiękach Marleya zachęcałam nowych znajomych do odwiedzenia naszego Krakowa. Z zaspokojonym poczuciem misji zasnęłam bardzo późno (wcześnie) :-)

Ljubljanska Vinska Pot

Jeszcze słówko o innej imprezie na ulicach miasta. Raz do roku, w sobotę najbliżej dnia św. Marcina (11.listopada) odbywa się festyn młodego wina. Właściciele wszystkich winnic w Słowenii przyjeżdżają z tegorocznym winem i rozpoczyna się wielkie testowanie! Wino można kupić na kieliszki, na butelki lub beczki. Całą starówką krążą więc spacerowicze z kieliszkami wina w dłoni; grają, tańczą i śpiewają bałkańskie zespoły (koniecznie przy  akompaniamencie akordeonu) a wszystkich pozdrawia św. Marcin przechadzający się dostojnie wraz z orszakiem :-) Bardzo fajny klimat! Brakowało tylko Pawła, który by się zachwycał winami i tłumaczył mi co się nadaje do picia, a co nie :-)

jpg-wino

jpg-wino-1

Trg Vodnikov

W każdą sobotę plac Vodnikov (w samym centrum stolicy!) zostaje gęsto zastawiony wszystkim, co słoweńcy mają do sprzedania. Teoretycznie jest to targ warzywno-owocowy, ale można na nim też kupić koszyki, skarpetki od Chińczyka, zestawy zniczy (owinięte w papier do pakowania prezentów), kwiaty, jaja od kurki…  Ludzie przychodzą z psami, pchają rowery i wózki.  Kolorowo, dużo ludzi, dużo wszystkiego. Zupełnie jak u nas :-)  Tyle tylko, że tutaj można jeszcze kupić mleko “od krowy”… z mlekomatu :-)  Pani ze zdjęcia wytłumaczyła mi, że to świeżutkie mleczko przyjeżdża tylko raz w tygodniu i napełnia się nim automat, żeby mieszkańcy Ljubljany mogli uzupełnić zapasy. Zwykle jest automat jest pusty już we wtorek. Jakby komuś brakowało butelki, można nabyć w automacie obok :-)

jpg-targ-1

jpg-targjpg-targ-2

Filharmonia

Przyznam się szczerze, nigdy nie byłam w filharmonii. No i na szczęście przypomniał mi się o tym, kiedy przechodziłam obok największej w tym kraju Filharmonii Słoweńskiej. Przeczytałam w przewodniku, że mieści się w pięknym secesyjnym budynku, więc weszłam podziwiać. A jak weszłam, to namówili mnie, żeby przyjść na koncert Pesmi Dusze (Songs of the Soul) dziś wieczorem :-) Koncert z muzyką świata upamiętniający postać Sri Chinmoy (działacza na rzecz pokoju) trwał 3 godziny(!), wystąpiło w sumie 80 osób i rzeczywiście towarzyszyła mu piękna oprawa.

W środę wybieram się na kolejny koncert – tym razem z bardziej klasycznym repertuarem. Muszę nadrabiać zaległości :-)

IMG_8278

IMG_8317

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.