11 listopada
12 Listopad 2009 1 komentarz
Wstaję rano, pogoda NIESAMOWITA. Z mojego okna widać góry, o których istnieniu nie miałam pojęcia :-) Szybka decyzja (trzeba zobaczyć widok z gradu!) i wychodzę. Ankieta na szczęście gotowa, uff… Po drodze mijam całe miasto:





Wieczorem, jak przystało na prawdziwą Polkę na emigracji, urodziny naszego kraju uczciłam bardzo uroczyście. Najpierw byłam na Chopinie w filharmonii, a potem na polskiej imprezie erazmusowej, gdzie zawinięci w flagi szczerze odśpiewaliśmy “Maszerują strzelcy, maszerują”, “Przybyli ułani” i “My, pierwsza brygada” :-) (oprócz tego oczywiście kilka nowszych hitów). W drodze do pokoju na 6 piętrze spotkała mnie jeszcze impreza słoweńska, gdzie przy dźwiękach Marleya zachęcałam nowych znajomych do odwiedzenia naszego Krakowa. Z zaspokojonym poczuciem misji zasnęłam bardzo późno (wcześnie) :-)







Najnowsze komentarze