Rowery

Czuć wiosnę w Ljubljanie! No po prostu nie mogłam się powstrzymać. Świeciło dziś tak, że nic nie widziałam na monitorze :-) Zajrzałam do parku Tivoli, połaziłam po mieście, popatrzyłam z zazdrością na rowerzystów… I tak się zastanawiam, jak to jest, że w jednym kraju się respektuje przepisy, a w innym nie. Bo jeśli chodzi o przepisy rowerowe, to tutaj, podobnie jak w Polsce, mało kto się do nich stosuje. Po ścieżkach rowerowych (których jest mnóstwo!) chodzą ludzie, po chodnikach jeżdżą rowery, masę samochodów/rowerów parkuje w niedozwolonych miejscach… Może to nasza “środkowoeuropejska” mentalność? :-)

Mgła totalna

W Ljubljanie mgła jest prawie codziennie. Mgła totalna: widoczność 50m i wilgotność powietrza 97%. Dopiero ok godz. 10-11 klaruje się sytuacja i wiadomo czy będzie deszczowo czy słonecznie. To zadziwiające, podobno wynika z położenia miasta (blisko gór, w dolinie, bezwietrznie). W listopadzie i marcu po zejściu mgły jest najwięcej dni pochmurnych…  Na razie nie marudzę, świeci słońce, pomartwię się jak zacznie lać :-))

IMG_8631

IMG_8629

O smokach

Ljubljana nazywana jest miastem smoków. W zasadzie legenda mówi, że smok był jeden i do tego został szybko zabity, ale w rzeczywistości smoków w mieście jest mnóstwo: na mostach, na kamienicach, w herbie, na prawie każdej pocztówce…. Można kupić pluszowe smoki, lokalne produkty są sygnowane znaczkiem smoka. Smoki są wszechobecne.

Jednak wszędzie te smoki wyglądają prawie tak samo, ponieważ „wzór lublańskiego smoka” znajduje się na secesyjnym moście o nazwie „Zmajski most”. Poszłam tam więc zobaczyć jak ten wzór wygląda. W zasadzie są to 4 identyczne wzory – każdy w jednym rogu mostu paszczami zwrócone w kierunku miasta. Smoki są ogromne, miedziane, naprawdę wyglądają jak potwory :-)

Jest na nie jednak jeden sposób. Legenda mówi, że jak mostem przechodzi dziewica, to smoki łagodnieją i zaczynają merdać ogonami. Jak się domyślacie, nie zdarza to się zbyt często :-)

jpg-smoki1jpg-smoki-2

 

Ljubljanska Vinska Pot

Jeszcze słówko o innej imprezie na ulicach miasta. Raz do roku, w sobotę najbliżej dnia św. Marcina (11.listopada) odbywa się festyn młodego wina. Właściciele wszystkich winnic w Słowenii przyjeżdżają z tegorocznym winem i rozpoczyna się wielkie testowanie! Wino można kupić na kieliszki, na butelki lub beczki. Całą starówką krążą więc spacerowicze z kieliszkami wina w dłoni; grają, tańczą i śpiewają bałkańskie zespoły (koniecznie przy  akompaniamencie akordeonu) a wszystkich pozdrawia św. Marcin przechadzający się dostojnie wraz z orszakiem :-) Bardzo fajny klimat! Brakowało tylko Pawła, który by się zachwycał winami i tłumaczył mi co się nadaje do picia, a co nie :-)

jpg-wino

jpg-wino-1

Trg Vodnikov

W każdą sobotę plac Vodnikov (w samym centrum stolicy!) zostaje gęsto zastawiony wszystkim, co słoweńcy mają do sprzedania. Teoretycznie jest to targ warzywno-owocowy, ale można na nim też kupić koszyki, skarpetki od Chińczyka, zestawy zniczy (owinięte w papier do pakowania prezentów), kwiaty, jaja od kurki…  Ludzie przychodzą z psami, pchają rowery i wózki.  Kolorowo, dużo ludzi, dużo wszystkiego. Zupełnie jak u nas :-)  Tyle tylko, że tutaj można jeszcze kupić mleko “od krowy”… z mlekomatu :-)  Pani ze zdjęcia wytłumaczyła mi, że to świeżutkie mleczko przyjeżdża tylko raz w tygodniu i napełnia się nim automat, żeby mieszkańcy Ljubljany mogli uzupełnić zapasy. Zwykle jest automat jest pusty już we wtorek. Jakby komuś brakowało butelki, można nabyć w automacie obok :-)

jpg-targ-1

jpg-targjpg-targ-2

Filharmonia

Przyznam się szczerze, nigdy nie byłam w filharmonii. No i na szczęście przypomniał mi się o tym, kiedy przechodziłam obok największej w tym kraju Filharmonii Słoweńskiej. Przeczytałam w przewodniku, że mieści się w pięknym secesyjnym budynku, więc weszłam podziwiać. A jak weszłam, to namówili mnie, żeby przyjść na koncert Pesmi Dusze (Songs of the Soul) dziś wieczorem :-) Koncert z muzyką świata upamiętniający postać Sri Chinmoy (działacza na rzecz pokoju) trwał 3 godziny(!), wystąpiło w sumie 80 osób i rzeczywiście towarzyszyła mu piękna oprawa.

W środę wybieram się na kolejny koncert – tym razem z bardziej klasycznym repertuarem. Muszę nadrabiać zaległości :-)

IMG_8278

IMG_8317

Listopad…

Kapie, leje, wieje i tak na zmianę. Najlepiej zaszyć się w cieplutkim akademiku, nakryć kołdrą i udawać, że nie ma w tym kraju nic do zobaczenia. Ale tylko do obiadu… Głód namówił mnie na spacer. Nie żałuję. Po drodze spotkałam pole sałaty :-)

IMG_7463

Co student robi w czasie obiadu?

Niby Słowenia taki nudny, europejski kraj, ale jak do tej pory w żadnym kraju nie słyszałam o… koncertach chóru akademickiego w stołówce studenckiej! Natomiast w Słowenii, bardzo proszę! Odbywają się tutaj regularnie zarówno koncerty, jak i próby :-) Coś totalnie niesamowitego, wchodzę do stołówki, wielkiej na 400 osób, a tam wszyscy zwróceni przodem do chóru zajadają swoje obiady! Jak mi to wytłumaczyła jedna studentka, chodzi o to, aby student miał kontakt ze sztuką wysoką :-) W związku z tym chór ćwiczy w obecności studentów, a teatr akademicki daje tu próbne pokazy. To wszystko raz w tygodniu, w maju codziennie :-)  Super, prawda?

Moja sytuacja na uczelni jest zawiła, podobno zagubiłam się w systemie… Tak czy siak mam już co robić – sama wymyśliłam sobie projekt, znalazłam sobie miejsce pracy i wszyscy są szczęśliwi :-) Mój pomysł na zagospodarowanie sobie czasu przewiduje oczywiście czas wolny na zwiedzanie :-) Wrzucam zatem kilka fotek.

IMG_7486

IMG_7656

IMG_7541

IMG_7512

IMG_7552a

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.