Nad morzem ryba… nie najlepsza

Kto by pomyślał, że ryba prosto z kutra spływającego na naszych oczach z połowów może być nieświeża. A jednak.

Godz. 13:00. Pora przedobiadowa. Rozmawiamy o spaghetti i  spacerujemy w kierunku klifów orłowskich, a w zasadzie przepychamy wózek przez tony piachu i resztki śniegu. Nagle ktoś z nas zauważa kuter spływający do portu. I od razu myśl – co tam spaghetti, skoro możemy zjeść najświeższą rybę, jaka istnieje! Zawracamy natychmiast, ale zanim dopychamy wózek z powrotem zrobi się już solidna kolejka osób, na których spłynęło podobne olśnienie. Stoimy niecierpliwie, patrzymy na ściąganie kutra, zastanawiamy się jakie ryby dziś mają, czy dla nas wystarczy, jak je przyrządzimy… W tym czasie Gośce przypomina się, że wujek, rodzinny specjalista od ryb, często kupuje od rybaków i może poleci nam najlepszy gatunek na tą porę roku. Dzwonimy. Wujek wypytuje o wygląd rybaka – Gocha zaskoczona opowiada …niewysoki, grubawy, z wąsem, takie ma ogrodniczki zielone, jakąś kurtkę, rybak jak rybak… Wujek się rozłącza. I po minucie zaskoczeni widzimy, jak rybak, ciągnący jedną ręką linę do mocowania kutra, drugą ręką szuka w kieszeni komórki :-)

Chwilę rozmawiają, po czym wujek oddzwania i każe nam wyjść z kolejki. Co za pomysł! Nie po to zrezygnowaliśmy ze spaceru, żeby jeszcze zrezygnować z ryby! No, ale wujek stanowczo komunikuje – dziś ryby nie zjecie! Ostatecznie wychodzimy z kolejki i z niecierpliwością czekamy na uzasadnienie.

Okazuje się, że panowie rybacy sieci zarzucili już 5 dni temu, ale nie mieli czasu wyciągnąć ryb z morza! Ryby pościskane, część z nich przyduszona, nie wiadomo czy nadal żywa,  nie są najświeższym towarem. My to już wiemy, ale cała kolejka była zachwycona okolicznościami zakupu. Ciekawe czy rybą także?


ps. Spaghetti Tomasza smakowało wspaniale. Na wszelki wypadek przyrządzone bez mięsa.

Gdynia: standardowo – niestandardowo

Przy każdym pobycie w Gdyni mamy dwa żelazne punkty do zrealizowania – zjeść rybę i zobaczyć morze. Reszta czasu jest niewiadomą. Co tu kryć bywa na kanapie, ale bywa też ambitnie. Tym razem nawet temat ryb został potraktowany ambitnie i połączony wizytą w miejskich halach targowych, które są zabytkiem gdyńskiego konstruktywizmu z lat 30-tych. Mmm… rośnie apetyt!


Rural Tenerife

Ech, boczne drogi to jest to! Co prawda trzeba sprawnie wywijać kierownicą i umieć wykonać kopertę pod górę (bez znajomości tego manewru nie ma co w ogóle wypożyczać samochodu), ale w nagrodę można zobaczyć drzewa laurowe, plantacje bananów i być poderwanym przez osła :-)

ps. Wiejski przegląd kulinarny – domowa kanaryjska “pepsi” (wytrawna)  i żeberka z królika.

Tenerife de Sur

Dotarliśmy szczęśliwie choć z przygodami. Ogólnie można to podsumować wnioskiem, że są takie miejsca gdzie rezerwacja noclegu się przydaje :-) Plan na wygodne miejsce do lenistwa z basenem i drinkiem z palemką jednak zrealizowany.

Rozpoczęliśmy też degustację miejscowych specjałów – pieczona sola i lokalne ziemniaczki w mundurkach idealne z sangrią.

 

Z czego słynie Maine

Maine slynie przede wszystkim ze wszystkiego co daje morze. A morze daje przede wszystkim kraba. Dlatego krab jest wszedzie! W restauracjach, w nazwach hosteli, na koszulkach, mozna kupic pluszowe kraby albo prawdziwe klatki do ich polowu. Poza tym w Maine mnostwo jest latarni (wiekszosc w ogrodkach i outletach), kolorowych splawikow z kurtow, a takze mrocznych zakatkow z powiesci Stephana Kinga.

Wiekszosc z tych symboli mozna znalezc na tablicach rejestracyjnych:

Baseball nieznany

Stadion baseballowy to dla europejczyka atrakcja. A legendarny stadion Fenway Park  to dla kibiców Red Sox po prostu świątynia! Słynny stuletni stadion mistrzowskiej drużyny, zielone siedzenia (green monster), sausageguy ten sam od 20 lat, boisko w kształcie kilku spodków do herbaty połączanych liniami, no i tajemnicze zasady gry, których nikt nie kuma :-)

Muszę przyznać, że udzieliła nam się atmosfera kibica, postanowiliśmy przymierzyć prawdziwe baseballowe czapeczki, rozkminić zasady gry  i obejrzeć za tydzień mecz Boston Red Sox – Baltimore Orioles.

Whole lobster please!

Być nad oceanem i nie spróbować lokalnych przysmaków, to trochę wstyd. No, to nawet wielki wstyd, szczególnie jeśli reszta zamawia chrupiące krewetki, pachnące kalmary i mule w pysznym maślanym sosie. Paweł i Przemek wzięli to sobie mocno do serca – jak już jeść owoce morza, to homara! Jak już homara, to całego!!!

Dostali więc olbrzymie skorypiaki, instrukcje na karteczce, szczypce i śliniaki (potem okazało się, że zamiast śliniaka przydałby się raczej prysznic). Na szczęście przy stole mieliśmy jednego amerykanina, który kiedyś widział, jak ktoś jadł homara :-) Po dłuższej walce przyszedł też kelner z pomocą :-)

Generalnie owoce morza były wspaniałe, homar także chociaż następnym razem trzeba wybrać sprawionego :-) Wszystko cudownie świeże i pachnące. Więc kto twierdzi, że Stany to kraj hamburgerów – zapraszamy do Bostonu na homara po amerykańsku :-)

Essaouira

Es Salaam Alaykum!

Takie swiateczne lenistwo nas ogarnelo, ze spakowalismy sie dokladnie tak samo jak do Ameryki (Asia zmienila tylko kolor apaszki) i bez jakiegokolwiek planu wsiedlismy do samolotu do Londynu. W Londynie wymyslilismy, ze pojedziemy z Marakeszu nad morze i bedziemy tam lezec az nas najdzie ochota na poznawanie Afryki.

Marakesz jest jeszcze bardziej pokrecony niz najbardziej zwariowane miejsca w Ameryce. Wyobrazcie sobie tlum Arabow niczym tysiace dzieci wypuszone na przerwe w szkole. Krzycza, biegaja, tancza popisuja sie, zongluja wezami itp. Dodatkowo wciskaja Ci wszystko czego nie potrzebujesz w tym baranie mozdzki, wesole ciastka z haszem i kapcie za male o 2 numery. Na poczatku nie ogarnialismy tego zupelnie, ale po pierwszym zgubieniu sie w medinie (wszystkie przewodniki i Tomasz mowia,ze to glowna atrakcja Maroka) jakos zaczelismy widziec w tym glebszy sens :)

Marakesz nie jest taki zly (szczegolnie dobry jest serwowany na placu Jeema el-Fna swiezo wyciskany sok), ale wolelismy odpoczac nad oceanem i dlatego juz drugi dzien spedzamy w Essaouirze. Wloczymy sie po plazach, pijemy kawe w kafejce nad oceanem i sprawdzamy czy soczewica prosto z targu smakuje codziennie tak samo dobrze.

Tymczasem konczymy i idziemy zajadac sie swiezo zerwanymi mandarynkami i pomaranczami. Blogie wakacje ;)

Trg Vodnikov

W każdą sobotę plac Vodnikov (w samym centrum stolicy!) zostaje gęsto zastawiony wszystkim, co słoweńcy mają do sprzedania. Teoretycznie jest to targ warzywno-owocowy, ale można na nim też kupić koszyki, skarpetki od Chińczyka, zestawy zniczy (owinięte w papier do pakowania prezentów), kwiaty, jaja od kurki…  Ludzie przychodzą z psami, pchają rowery i wózki.  Kolorowo, dużo ludzi, dużo wszystkiego. Zupełnie jak u nas :-)  Tyle tylko, że tutaj można jeszcze kupić mleko “od krowy”… z mlekomatu :-)  Pani ze zdjęcia wytłumaczyła mi, że to świeżutkie mleczko przyjeżdża tylko raz w tygodniu i napełnia się nim automat, żeby mieszkańcy Ljubljany mogli uzupełnić zapasy. Zwykle jest automat jest pusty już we wtorek. Jakby komuś brakowało butelki, można nabyć w automacie obok :-)

jpg-targ-1

jpg-targjpg-targ-2

Co student robi w czasie obiadu?

Niby Słowenia taki nudny, europejski kraj, ale jak do tej pory w żadnym kraju nie słyszałam o… koncertach chóru akademickiego w stołówce studenckiej! Natomiast w Słowenii, bardzo proszę! Odbywają się tutaj regularnie zarówno koncerty, jak i próby :-) Coś totalnie niesamowitego, wchodzę do stołówki, wielkiej na 400 osób, a tam wszyscy zwróceni przodem do chóru zajadają swoje obiady! Jak mi to wytłumaczyła jedna studentka, chodzi o to, aby student miał kontakt ze sztuką wysoką :-) W związku z tym chór ćwiczy w obecności studentów, a teatr akademicki daje tu próbne pokazy. To wszystko raz w tygodniu, w maju codziennie :-)  Super, prawda?

Moja sytuacja na uczelni jest zawiła, podobno zagubiłam się w systemie… Tak czy siak mam już co robić – sama wymyśliłam sobie projekt, znalazłam sobie miejsce pracy i wszyscy są szczęśliwi :-) Mój pomysł na zagospodarowanie sobie czasu przewiduje oczywiście czas wolny na zwiedzanie :-) Wrzucam zatem kilka fotek.

IMG_7486

IMG_7656

IMG_7541

IMG_7512

IMG_7552a

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.