Mar de nubes

Okazuje się, że listopad może być jednak wyjątkowy. Na Teneryfie zjawisko morza chmur występuje głównie jesienią. Chmury osadzają się w środkowej części wyspy na wysokości ok 1000-1500 m.n.p.m. Słońce świeci zatem głównie na wybrzeżu i na wulkanie. Pecha mają za to Ci, którzy mieszkają w lesie.

Kilka fotek z różnych pór dnia:

Wulkan Teide

Wulkan Teide rządzi. Rządzi wyspą, przyrodą i nawet rządzi turystami. Mimo że ostatni wybuch miał miejsce 101 lat temu, nadal wieje grozą i siarą. Do tego spustoszenie jakie ma tam miejsce jest nie do opisania – wymarłe tereny bez śladu życia, olbrzymie głazy wyrzucone z wnętrza, pustynie pumeksu i gigantyczne języki lawy. Czuć, że się działo…

W całej krasie wulkan zobaczyliśmy dopiero w powrotnej drodze.

Ech, warto, warto.

Z życia motyla

Wizyta w motylim zoo, to jak koncert w filharmonii. Wszystko jest perfekcyjne, nieprzypadkowe, wszystko ma swoje miejsce i czas. Pięknie!

Wybrzeża

W ciągu dotychczasowego pobytu udało nam się już objechać wyspę dookoła co najmniej raz. Głównie ze względu na dobre drogi umożliwiające łatwiejsze dostanie się na plażę na drugim końcu wyspy niż do sąsiedniej wsi. Wynika to z różnicy poziomów – wyspa posiada płaski okrąg wybrzeża, dalej lesisty wyżynny, a w środku jak jako sadzone – olbrzymi wulkan Teide. Dziś kilka fot z wybrzeża, potem będzie o wulkanie i o chmurach w drodze do niego.

Rural Tenerife

Ech, boczne drogi to jest to! Co prawda trzeba sprawnie wywijać kierownicą i umieć wykonać kopertę pod górę (bez znajomości tego manewru nie ma co w ogóle wypożyczać samochodu), ale w nagrodę można zobaczyć drzewa laurowe, plantacje bananów i być poderwanym przez osła :-)

ps. Wiejski przegląd kulinarny – domowa kanaryjska “pepsi” (wytrawna)  i żeberka z królika.

Vamos a la playa

Dzień w Playa de Las Americas i Los Cristianos. Cóż… trudno się zachwycać tabunami Brytyjczyków, wioskami zabudowanymi hotelami i sztucznymi plażami z piaskiem z Sahary. Ale staraliśmy się, naprawdę. Dostrzegliśmy przyjemność z nadmorskich spacerów i dramatyzm chmur nad Gomerą.

Ale już dosyć. Co tu dużo mówić, jutro bierzemy samochód i jedziemy na zadupie.


Tenerife de Sur

Dotarliśmy szczęśliwie choć z przygodami. Ogólnie można to podsumować wnioskiem, że są takie miejsca gdzie rezerwacja noclegu się przydaje :-) Plan na wygodne miejsce do lenistwa z basenem i drinkiem z palemką jednak zrealizowany.

Rozpoczęliśmy też degustację miejscowych specjałów – pieczona sola i lokalne ziemniaczki w mundurkach idealne z sangrią.

 

9 mln turystów i… my

Ten pomysł chyba trzeba traktować w kategoriach eksperymentu.

Jedziemy tam, gdzie totalnie nie pasujemy. Tam, gdzie co roku bywa 9mln turystów, sezon imprezowy trwa cały rok, a na plaży lansuje się najnowsze trendy mody.

Przekonało nas słońce, wulkan Teide, owoce morza  i język hiszpański. No i kupiliśmy przelot, spakowaliśmy plecaki, wskakujemy w trekkingowe sandały i najmodniejsze bandamy jakie mamy. Zobaczmy co będzie się działo :-)

Jedziemy na Teneryfę!

Źródło foto: wikitravel.

Barcelona wiosennie

Wypadliśmy na kilka dni do Barcelony. Zupełnie przypadkiem zanocowaliśmy w polskim mieszkaniu, zupełnie przypadkiem trafiliśmy do filharmonii, zupełnie przypadkiem codziennie jedliśmy sushi… Hm, w sumie zupełnie przypadkiem się świetnie bawiliśmy :-)))


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.