Udało się!

Wróciliśmy szczęśliwie do Polski, chociaż jeszcze wczoraj nie było to takie oczywiste. W Marakeszu panowała totalna ulewa, a jak wiadomo Maroko nie jest to krajem przygotowanym na potoki na drogach (brak kanalizacji). Na szczęście przyjęli nas również na lotnisku Londyn-Luton, chociaż w Wielkiej Brytanii zima zaskoczyła drogowców. Nie udało nam się natomiast wylecieć z Londynu o czasie, ale porównując inne loty i pogodę w naszej ojczyźnie, to jakiś cud, że w ogóle wylądowaliśmy w Warszawie! Po jakichś 29h podróży.

I takim to cudem przenieśliśmy się z krainy wielbłądów do świata niedźwiedzi polarnych. Co tu dużo pisać, było wspaniale! Poćwiczyliśmy nasz francuski, surfowanie, negocjowanie, ujeżdżanie wielbłądów, robienie zdjęć i poznawanie nowych smaków. Ech, świetnie!

Czego sie nie robi…?

… zeby posurfowac jeszcze raz i wypic kawe nad oceanem :-)

We wtorek rano wyjechalismy z pustyni do Errachidy (samochodem z poznanymi Wlochami) - 2h.  Potem autobusem lokalnym (tzw. kurczakowozem) do Ouarzazate 6h. Nastepnie nocnym do Marakeszu 5h, potem krotka drzemka na dworcu i rano do Essaouiry 3h. Razem 800km i jestesmy!

Na razie pogoda jest idealna… ale dla wytrawnych surferow i kite-surferow. My wybieramy sie jutro rano na walke z falami. Bedziemy na plazy juz z plecakami, bo o 15 wracamy do Marakeszu.

Ale znow poczuc ten wiatr od morza – bezcenne!

Pustynna burza

Zgodnie z zaleceniami przyjzelismy sie blizej cesarskim miastom. Bylismy w Fezie i Meknesie. Moze tak: bylismy krotko wiec, nie dalismy im moze szansy… tloczno, przasnie, ale w jakis sposob klimatycznie. Duzo wiecej mozemy powiedziec o pustyni :-)

Dotarlismy pod granice z Algieria nad ranem i od razu musielismy zbystrzec, zeby wynegocjowac dobra cene i warunki do podboju  Sahary z Berberami. Poszlo niezle i juz po kilku godzinach poznalismy nasze dwa wielblady – Jimi’ego Hendrixa i Boba Marley’a.

Po 2 godzinach jazdy dotarlismy do pierwszego przystanku i okazalo sie, ze juz nie tak bardzo chcielismy wracac na grzbiety wielbladow. Nogi, tylek i plecy to zestaw czesci ciala, ktore na rozne sposoby probuja dac do zrozumienia, ze jezdzenie na wielbladzie nie nalezy do czynnosci naturalnych dla czlowieka z Europy … W odwecie okazalo sie, ze dla czlowieka z Afryki nie jest naturalna czynnoscia granie na gitarze i po malym koncercie Pawel przyswoil chlopcom sztuke uzywania akordow :-)

Nauka gry na gitarze sie przedluzala, bo w miedzy czasie nadeszla pustynna burza, dzieki ktorej piach opanowal cale nasze ubrania i plecaki lacznie z tym, co w srodku zapakowane w worki. Ale widoki bezcenne – piasek przemieszczajacy sie z ogromna szybkoscia, wiatrzysko okrutne i nagle zimno. Rozpogodzilo sie dopiero gby dotarlismy do naszego obozowiska z ‘milion stars hotel’. O poranku chcielismy juz namowic naszych camelman’ow, zeby to oni wsiedli na wielblady, a my je poprowadzimy, ale ostatecznie potrzeslismy sie jeszcze troche.

Wrazenia niezapomniane: przepiekne krajobrazy, przemile towarzystwo i swietna ‘berber whisky’.

ps. Polecam paniom na pustynie stringow nie zabierac. Tylko porzadne bawelniane majtaski!

Nowy Rok = nowe hobby

Co prawda w Maroko nie swietuje sie specjalnie Nowego Roku (jest ciasto i spotkanie z przyjaciolmi), ale jakos chcielismy uroczyscie powitac 2010. Zamiast ognistych fajerwerkow wybralismy sie na ogladanie bezpiecznych, bo mokrych fajerwerkow w postaci ogromnych, wielometrowych fal oceanu rozbijajacych sie o skaly wokol murow miasta. Wspaniale!!! Zachowaly sie bardzo uroczyscie!

Poczynilismy takze postanowienia noworoczne, z ktorych jedno spelnilismy juz dzis – surfujemy!

No moze trudno nazwac to juz surfowaniem, ale pierwsze proby za nami. Baaaardzo wciagajacy sport, trudno teraz wyrwac sie z Essaouiry skoro mozna by codziennie, nieustannie, bez przerwy surfowac!

Tym bardziej powinniscie byc z nas dumni, ze zdecydowalismy sie zobaczyc cos jeszcze poza oceanem. Jutro wyruszamy do Fezu. Tam planujemy spedzic 1 dzien, a nastepnie dotrzec na pustynie w miejscowosci Merzouga, gdzie zamierzamy ujezdzac wielblady.

Trzeba sie sprezac, bo jak plan wykonamy sprawnie, to moze wrocimy jeszcze na pozegnalny surfing tuz przed odlotem!

PS. Podobno nie wszedzie na pustyni jest internet, wiec okazcie cierpliwosc, gdybysmy sie przez jakis czas nie odzywali.

Essaouira

Es Salaam Alaykum!

Takie swiateczne lenistwo nas ogarnelo, ze spakowalismy sie dokladnie tak samo jak do Ameryki (Asia zmienila tylko kolor apaszki) i bez jakiegokolwiek planu wsiedlismy do samolotu do Londynu. W Londynie wymyslilismy, ze pojedziemy z Marakeszu nad morze i bedziemy tam lezec az nas najdzie ochota na poznawanie Afryki.

Marakesz jest jeszcze bardziej pokrecony niz najbardziej zwariowane miejsca w Ameryce. Wyobrazcie sobie tlum Arabow niczym tysiace dzieci wypuszone na przerwe w szkole. Krzycza, biegaja, tancza popisuja sie, zongluja wezami itp. Dodatkowo wciskaja Ci wszystko czego nie potrzebujesz w tym baranie mozdzki, wesole ciastka z haszem i kapcie za male o 2 numery. Na poczatku nie ogarnialismy tego zupelnie, ale po pierwszym zgubieniu sie w medinie (wszystkie przewodniki i Tomasz mowia,ze to glowna atrakcja Maroka) jakos zaczelismy widziec w tym glebszy sens :)

Marakesz nie jest taki zly (szczegolnie dobry jest serwowany na placu Jeema el-Fna swiezo wyciskany sok), ale wolelismy odpoczac nad oceanem i dlatego juz drugi dzien spedzamy w Essaouirze. Wloczymy sie po plazach, pijemy kawe w kafejce nad oceanem i sprawdzamy czy soczewica prosto z targu smakuje codziennie tak samo dobrze.

Tymczasem konczymy i idziemy zajadac sie swiezo zerwanymi mandarynkami i pomaranczami. Blogie wakacje ;)

W stronę Marrakeszu

Ledwo skończyły się święta i wspomnienia z poprzedniego wyjazdu, a już wyruszamy w stronę Marrakeszu. Lecimy dziś wieczorem do Londynu, a jutro porannym lotem do Maroka. Wracamy 8 stycznia. Plecaki jak zwykle lekkie, natomiast plany mamy mocno… nieskonkretyzowane. Chcemy odpocząć, może zobaczyć pustynię, albo ocean, albo Fez?… Trochę to będzie zależało od pogody – w Londynie podobno dramaty na lotnisku z powodu śniegu, w Maroku ulewy… Zapowiedzi nie są najlepsze, ale podobno im się gorzej zaczyna, tym się lepiej kończy :-)
Postaramy się wrzucać relacje z trasy :-)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.