Kampinoski Park Narodowy
23 Kwiecień 2011 2 komentarzy
W dniu, kiedy cała Polska trzepie dywany i piecze mazurki, postanowiliśmy uciec od przygotowań i złapać trochę kondycji przed wyjazdem rowerowym na Ukrainę.
Wybór padł na Kampinoski Park Narodowy. Ola przygotowała trasę (Dąbrowa Leśna – Laski – Lipków – Zaborów Leśny – Roztoka – Wiersze – Na Miny – Dąbrowa Leśna) i z samego rana ruszyliśmy w pierwszą dłuższą trasę w tym sezonie. Dodatkowo bardzo zróżnicowaną. Początkowo wiodła piaskami wzdłuż zabudowań, potem przez tereny podmokłe, gdzie często musieliśmy przedzierać się przez bajora i błoto. Te niedogodności wynagradzały nam jednak pola zawilców i kaczeńce unoszące się na powierzchni rzęsy wodnej (nazwanej przez nas roboczo zupą ogórkową).
Do Roztoki prowadził piękny, szeroki trakt leśny na końcu nieco pagórkowaty. Wydmy skutecznie nas jednak zmordowały, dlatego chętnie spróbowaliśmy lokalnych przysmaków, po czym rozdzieliliśmy się z Olą i Maćkiem. Oni popędzili do Wilkowa, a my staraliśmy się wrócić na parking do Dąbrowy, co nie było proste, bo sił jednak ubywało, a nie przybywało. W międzyczasie nieco pomieszaliśmy drogę, ale z pomocą przyszedł rowerzysta, który znał Kampinos pewnie lepiej niż pracownicy parku. Pomachał rękami, ocenił nasze siły i skierował nas w stronę Palmir. Zdążyliśmy jednak przejechać kilometr i zorientowaliśmy się, że jego propozycja wiedzie wzdłuż drogi szybkiego ruchu. Odczekaliśmy chwilę i zawróciliśmy :-)
Potem na szczęście nie było szans na zgubienie się, a zwiększająca się ilość turystów utwierdzała nas w przekonaniu, że zbliżamy się do parkingu. Może i dobrze, bo końcówkę jechaliśmy już ostatkiem sił odliczając każdy kilometr. Po 47km minęliśmy bramę parku i od razu poczuliśmy taki głód, że wszystko inne musiało poczekać :-)



mi w nocy po tej przejażdżce chciały wybuchnąć kolana :)
Jadąc ostatni kawałek miałam poczucie, że jeszcze bym trochę dała radę, ale jak zeszłam z roweru, to się okazało, że ciało mnie opuściło :-)