Powroty

Ostatni dzień w Słowenii. Od dwóch nocy prawie nie śpię. Miałam iść na spacer pożegnać się ze starym miastem i Presernovem. Kupić shiraza dla Ufala (co prawda Słowenia słynie z merlota, ale Ufal z shiraza) :-) W rezultacie wino mam, ale wylądowałam w mieście Celje i na którym trekkingu wśród kosodrzewiny. I to było najpiękniejsze w tym wyjeździe – każdy dzień był totalną niespodzianką – nigdy nie wiedziałam co się trafi. Trafiły się świetne wyjazdy do Włoch, do Chorwacji, autostop, widziałam mnóstwo pięknych miejsc, spotkałam mnóstwo świetnych ludzi – ufam, że niektóre znajomości uda mi się utrzymać. Wracam stęskniona, ale i z żalem, że już koniec… Ech, trzeba podróżować!

Zanim wyjadę…

… trzeba zrobić jeszcze pare zaległych spraw. Imprezy pożegnalne (jakoś dziwnie się mnożą :-), małe strzyżenie fru fru i testowanie burka (nie można wyjechać ze Słowenii bez spróbowania lokalnego “kebaba”!).

Niepowodzeniem zakończyło się dzisiejsze pakowanie. Połowa została na zewnątrz :-(( jutro walczę od nowa…

Jakimś cudem za to odzyskałam internet. Nie wiem o co biega, ale super :-)))

Biurokratyczne bzdury

Sa na uczelniach takie SPRAWY, których zalatwic sie nie da w zaden sposób. To chyba problem miedzynarodowy :) 

Od wczoraj próbuje sie wymeldowac z jednoczesnym prawem do zostania w pokoju do dnia wyjazdu (poniedzialek 5 rano). Biuro bowiem pracuje tylko w dni powszednie. W tym celu musze uzyskac podpis od opiekuna akademika, ze sie wyprowadzilam i nic nie ukradlam. Problem w tym, ze papier musze zaniesc do piatku, a wyprowadzic sie w poniedzialek. Niestety nie obylo sie bez trzepotania rzesami (Gocha, byl tusz!).
Umówilismy sie wiec z panem opiekunem, ze wpadne do niego dzis 13:30, on mi da na lewo podpis, po czym zaniose papier do biura i tam mnie oficjalnie wymelduja ok 13:50. Dzieki temu nie zdaza juz zameldowac nowej osoby (biuro pracuje do 14:00) i bede mogla zostac na weekend. No i zrobilam tak, jak wymyslilismy. Wszystko w wielkiej tajemnicy. Cala szczesliwa wrócilam do akademika, a tu… nie ma internetu! Odcieli mnie!!! Baba zdazyla to zrobic 5 minut przed wyjsciem na weekend! Co za swiat!

Ech, i pomyslec, ze ta ogromnie wazna SPRAWA zajela mi dzis caly dzieñ :-) Zdazylam na szczescie powysylac maile do Polaków bedacych tu na erazmusie. W koñcu trzeba zrobic impreze pozegnalna :-))) Ide wiec sie szykowac i mam nadzieje, ze jak wróce nad ranem, to nikt nie bedzie spal w moim lozku :-))

Lekcja macedońskiego

W ciągu jednego dnia totalne zamieszanie! Wczoraj był “dzień wolności akademikowej”. Kto chciał mógł się zamienić na pokoje, na piętra, na akademiki… Zatem cały dzień totalny chaos, w rezultacie którego moja współlokatorka (Słowenka) przeniosła się piętro niżej, a ja mieszkam teraz z Vesną (Macedonką). Podczas jednego dnia dowiedziałam się więcej o historii Macedonii i konflikcie greckim niż przez cały mój żywot :-)) Przesłuchałam najlepsze hity macedońskie i wypiłam prawdziwą kawę po macedońsku (nie mylić z “po turecku”). Wygląda na to, że dowiem się jeszcze więcej, jak przyjmą mnie na ten staż do Albanii. Vesna już obmyśla, co by mi tu pokazać. Macedonia jest przecież tak blisko Tirany :-))))

Те видиме и во Македонија

Po Chorwacji

Ech, wróciłam do Lublany. Było… wspaniale! Ludzie okazali się bardzo serdeczni, więc udało nam się zwiedzić bardzo dużo. Przemierzyliśmy 1200km. W piątek wyjechaliśmy z Lublany z samego rana, pogoda przepiękna 16stopni z planem posiedzenia 3 dni nad morzem. Po kilkunastu minutach zabrał nas wykładowca z wydziału leśnego! Spędziliśmy miło czas, pogadaliśmy o życiu akademickim :-) Wysadzeni w środku pola (ale w strategicznym miejscu) zatrzymaliśmy dwóch chłopaków, którzy jechali do Ilirskiej Bistricy po gitarę elektryczną :-) Przegadaliśmy godzinę o polityce i eurowalucie. Następnie trochę dłużej czekaliśmy (20min), bo byliśmy przed samą granicą i nigdy nie wiadomo czy czegoś nie przemycamy :-))) Ostatecznie trafiliśmy jednak na brytyjczyka, który sam wyglądał jakby coś przemycał :-) Dlatego dla wszystkiego przez granicę przeszliśmy pieszo :-) Okazało się, że jedzie do Montenegro, nieswoim samochodem, jest architektem, ale organizuje spływy kajakowe, jego żona jest amerykańską ekolożką, która uczy czarnogórców jak segregować śmieci, mieszkali w pięciu krajach, zwiedzili pół świata… Ech, trochę trwała ta podwózka – jakieś 250km :-) Jechaliśmy nową autostradą – przepiękna trasa, góry, morze, super widoki i do tego to słońce (po mglistej Lublanie byliśmy go naprawdę spragnieni!). Dotarliśmy do Zadaru o zmierzchu, czyli o 17:00 :-) Niestety, ale problem z podróżowaniem o tej porze to głównie długość dnia… Zadar natomiast bardzo mi się spodobał – małe, przyjazne miasteczko, stare miesza się z nowym, żadnych turystów…

Na drugi dzień mieliśmy w planie zobaczenie Jezior Plitwickich – przepiękny park narodowy z kaskadowo ułożonymi jeziorami, mnóstwem wodospadów, mostków. No świetnie! Temperatura hm… 19 stopni :-)) Cały dzień spędziliśmy w parku, gorzej było z powrotem. Park (jak każdy park narodowy) znajduje się w środku niczego i trochę byliśmy na siebie wściekli, że nie przewidzieliśmy braku jakiegokolwiek ruchu na tej trasie… Braliśmy już pod uwagę wszystkie opcje – jechać nad morze (preferowany wariant), do Zagrzebia, do Rijeki lub ew. do Zadaru… Wylądowaliśmy w Zadarze dzięki pewnemu niemieckiemu artyście, który jechał na wernisaż do Albanii. Złapała go policja w Słowenii i stwierdził, że nigdy więcej żadnych autostrad!!

Trzeci dzień wcale nie miał być ostatnim, zupełnie przypadkiem się nim stał :-) Chcieliśmy z Zadaru dostać się do Rijeki, a potem do Puli, aby posiedzieć wreszcie nad tym morzem. Pojawił się chorwat z Zagrzebia :-))) Przejechaliśmy z nim przepiękną górską trasę ponad chrumami, opowiadał nam o swoim kraju, o ulubionych miejscach, obejrzeliśmy lecznicę dla zwierząt leśnych i dotarliśmy do Karlovac. Zdecydowaliśmy się tam wysiąść, żeby jednak nad to morze pojechać. Wystawiliśmy więc kartkę przed wjazdem na autostradę, ale na wszelki wypadek napisaliśmy też SLO – tak w razie jakby, jakiś słoweniec z Lublany wracał z weekendu… No i wracało dwóch – jeden bośniacki budowlaniec-podróżnik, a drugi brat kapitana drużyny koszykarskiej Słowenii (prywatnie fan Pearl Jamu). Zabrali nas do Novego Mesta. Spodobało nam się tak bardzo, że nawet mieliśmy zostać tam do następnego dnia, ale ostatecznie złapaliśmy wieczorny pociąg (60km) do Lublany. No i tak to się zakończył nasz spontan. Co prawda morze widzieliśmy tylko 2 razy po ciemku w Zadarze i kilka razy przez szybę samochodu, ale i tak było świetnie! Zdałam się totalnie na los i to było najbardziej ekscytujące. Rozumiem już, dlaczego niektórzy są tak uzależnieni od stopa :-)

Po powrocie okazało się, że wyjazd do Puli w weekend to byłoby totalne pudło z powodu… mgły i deszczu. Ech.. :-)

Podsumowanie autostopowe:

1. w Chorwacji i Słowenii łatwy i bezpieczny autostop (nie czekaliśmy dłużej niż 20min)

2. warto mieć kartki z kierunkami (praktykuje się skróty z rejestracji)

3. inny tym kierowców – nie zatrzymują się zawodowi kierowcy jak w Polsce, ale raczej tacy, którzy sami praktykują autostop.

4. kierowcy żywo zainteresowani Polską i Polakami.

Chorwacja!

Jestem w Chorwacji! Sprawy dzialy sie szybko – wczoraj o 23 wymyslilismy wyjazd, ruszylismy dzis o 8:30. Na stopa. Trafilismy na super ludzi, jechalismy 5 samochodami i po 400km jestesmy w Zadarze :-)  Miasto urocze! Cieplo, slonecznie, ech… Wspaniale! Nie dziwie sie, ze tylu Polakow tu przyjezdza – to przepiekny kraj! Jutro nie wiem co sie bedzie dzialo – albo wybrzeze albo jeziora plitwickie. Sadze, ze internet juz mi sie nie przydarzy, wiec odezwe sie w poniedzialek. Pa!

Rowery

Czuć wiosnę w Ljubljanie! No po prostu nie mogłam się powstrzymać. Świeciło dziś tak, że nic nie widziałam na monitorze :-) Zajrzałam do parku Tivoli, połaziłam po mieście, popatrzyłam z zazdrością na rowerzystów… I tak się zastanawiam, jak to jest, że w jednym kraju się respektuje przepisy, a w innym nie. Bo jeśli chodzi o przepisy rowerowe, to tutaj, podobnie jak w Polsce, mało kto się do nich stosuje. Po ścieżkach rowerowych (których jest mnóstwo!) chodzą ludzie, po chodnikach jeżdżą rowery, masę samochodów/rowerów parkuje w niedozwolonych miejscach… Może to nasza “środkowoeuropejska” mentalność? :-)

Piasek

Dziś ćwiczyłam moją silną wolę. Słońce świeciło od samego rana, a ja twardo siedziałam przy doktoracie! Za tą solidną pracę spotkała mnie niespodzianka. W restauracji usłyszałam… “Prawie do nieba wzięłaś mnie” Piaska :-))) Nawet się ucieszyłam :-)

W związku brakiem zdjęć wrzucam dzisiejszy widok zza okna (mieszkam na 7.piętrze).

Acha, i trzymajcie kciuki za mecz, dziś “gramy” z Rosją w nogę. Cały akademik kibicuje. Muszę zatyczek poszukać w walizce na wypadek wygranej :-)

Słoweńskie mini nadmorze

Znalazł się komplet na wyjazd nad morze, więc wczoraj wylądowałam na słoweńskim wybrzeżu. Zwiedziliśmy Piran, Koper i Izolę. Pogoda nie mogła być gorsza: najpierw padało, a potem była mgła :-)) Po południu trochę się wypogodziło, więc na zdjęciach więcej widać. Dodatkowo odwiedziliśmy Jaskinie Szkocjańskie – najpiękniejsze miejsca pod ziemią, jakie widziałam! W marcu otwierają nowy fragment trasy. Ufal, jedziemy??

Wenecja!

Moje wyjazdy tutaj są totalnie spontaniczne: jest pogoda = idę zwiedzać, nie ma pogody = robię doktorat (we can do it!),  jest 5 osób chętnych = jedziemy do Wenecji… być może jutro będzie kolejne 5 osób na wyjazd nad morze? :-)

Pobyt w Wenecji krótki, ale bardzo inspirujący.  Architektonicznie, miasto jest przepiękne. Niesamowite są kamienice, cały plac św. Marka, widoki, mostki… Ponadto podczas krążenia po wąskich uliczkach mieliśmy milion pytań: Czy dobrze się tu mieszka lokalsom? Czy doskwiera im wilgoć? Czy bywa tu mniej turystów o jakiejkolwiek porze roku? Jak to możliwe, że ma wyspie rosną drzewa? Czy trzeba mieć “winietę” na pływanie po kanałach? Jak rozwiązano problem kanalizacji? Czy można tu znaleźć coś prawdziwego, co nie będzie produktem turystycznym – knajpę albo sklep da lokalsów? Dlaczego jest tak dużo porzuconych domów? Hm…, czy ktoś z Was zna odpowiedź na chociaż jedno z tych pytań???

Oto kilka fotek z Wenecji: (reszta jest już w galerii)

Wenecja Asia2Wenecja AsiaWenecja Asia1

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.